Kartka
Wyciągnąłem z kieszeni kartkę. Była zagięta na rogach, poplamiona kawą i czymś, co mogło być łzami, ale nigdy się do tego nie przyznam. Napisałem ją miesiąc temu, w dzień, który pachniał deszczem i porażką. Miała być listem do Ciebie, ale nigdy go nie wysłałem.
„Czasami myślę, że mogłem być kimś innym, gdybym tylko miał odwagę. Może wtedy nie musiałbym patrzeć, jak odchodzisz. Może wtedy Ty też byś została. Ale nie umiem cofnąć czasu, a słowa, które mógłbym powiedzieć, teraz już nic nie znaczą. Chciałem tylko, żebyś wiedziała: żałuję. Ale nie tego, że Cię spotkałem. Żałuję, że Cię straciłem.”
Zwinąłem kartkę w rulon i wsunąłem ją do kieszeni kurtki. Nie wiem, dlaczego wciąż ją noszę – może po cichu liczę, że kiedyś znajdę odwagę, żeby Ci ją oddać. Albo że przypadkiem Cię spotkam i będę mógł powiedzieć coś więcej niż „cześć”. Ale teraz, w tej chwili, kartka była tylko dowodem na to, że kiedyś istniałaś, a ja próbowałem być lepszy.
Zaciągnąłem się papierosem, choć obiecałem sobie, że rzucę. Dym unosił się powoli, mieszając z wilgotnym powietrzem. Gdzieś w dole syrena policyjna przecięła ciszę, a ja pomyślałem, że może tak właśnie brzmi życie, które nie czeka. Które pędzi, nawet kiedy my stoimy w miejscu.
Wstałem i spojrzałem w dół. Ulica była pusta, jakby zapomniała o swoich mieszkańcach. Rozpiąłem kurtkę i wyciągnąłem kartkę. Przysiągłem sobie, że dzisiaj coś z nią zrobię – że albo ją spalę, albo zostawię w pierwszej napotkanej skrzynce pocztowej. Zrobiłem krok w stronę krawędzi dachu, jakby bliskość przepaści mogła dać mi odpowiedź.
Nie spaliłem jej. Nie wrzuciłem do skrzynki. Po prostu puściłem ją na wiatr. Patrzyłem, jak wiruje, opada, jak ląduje gdzieś między śmietnikami a zaparkowanymi samochodami. Kartka bez adresu, bez nadziei, bez przyszłości. Ale przynajmniej już nie moja.
Schodząc na dół, czułem coś dziwnego – może ulgę, może pustkę. A może to było to samo, bo już dawno przestałem odróżniać jedno od drugiego. W końcu na ulicy spojrzałem na światło latarni, które gasło na chwilę, po czym znów się zapalało, jakby walczyło z ciemnością.
Cisza wróciła. Może tak miało być. Może to jedyne, co naprawdę nam zostaje.